Nazwa przedmiotu Edukacja seksualna Kod przedmiotu 05.1-WP-PSChM-ES Wydział Wydział Nauk Społecznych Kierunek Psychologia / Psychologia zdrowia seksualnego Profil ogólnoakademicki Rodzaj studiów jednolite magisterskie Semestr rozpoczęcia semestr zimowy 2016/2017 Informacje o przedmiocie Semestr 8 Liczba punktów ECTS do zdobycia 4
Badania dowodzą, że profesjonalna edukacja seksualna w szkołach nie powoduje wcześniejszego rozpoczęcia współżycia Jej pozytywnymi skutkami są zaś: mniejsza liczba ciąż wśród nastolatek; spadek zachorowań na infekcje przenoszone drogą płciową, mniejsza homofobia i spadek liczby przestępstw na tle seksualnym W związku z wypowiedzią Rzecznika Praw Dziecka Mikołaja Pawlaka przedstawiamy mity propagowane przez przeciwnikiów edukacji seksualnej w szkołach. MIT: Edukacja seksualna prowadzi do seksualizacji i demoralizacji dzieci i młodzieży. Wyniki badań przeprowadzonych w wielu państwach jednoznacznie wskazują, że profesjonalna i prowadzona w szkole edukacja seksualna nie skutkuje wcześniejszym rozpoczęciem współżycia seksualnego przez młode osoby. Wręcz przeciwnie – przekazywane w czasie takich zajęć informacje skłaniają do odpowiedzialnych, przemyślanych i bezpiecznych decyzji i zachowań seksualnych. Doświadczenia krajów, w których edukacja seksualna jest obowiązkowa od lat, dostarczają dowodów na jej pozytywne skutki. Należy wśród nich wymienić: obniżenie liczby niechcianych ciąż wśród nastolatek, spadek zachorowań na infekcje przenoszone drogą płciową wśród osób w wieku 15-24 lat, spadek zakażeń wirusem HIV wśród osób w grupie wiekowej 15-24 lata, zmniejszenie skali homofobii i motywowanej nią przemocy, spadek liczby przestępstw na tle seksualnym. Poza tymi potwierdzonymi statystycznie korzyściami, edukacja seksualna ma też szereg pozytywnych skutków w wymiarze emocjonalno-społecznym. Wbrew dominującej opinii przedmiotem takich zajęć nie są bowiem tylko kwestie fizyczno-biologiczne. Prowadzone właściwie, według przemyślanego i dopasowanego do grupy wiekowej programu, lekcje edukacji seksualnej pomagają rozwijać u młodych osób szacunek do innych i samych siebie, budować poczucie własnej wartości, a w konsekwencji, także kształtować zdrowe, silne i wartościowe relacje i związki. MIT: Zajęcia edukacji seksualnej prowadzone w szkole naruszają prawo rodziców do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami. W obecnym stanie prawnym w Polsce treści dotyczące wiedzy o życiu seksualnym człowieka są w szkole przekazywane w ramach zajęć „Wychowanie do życia w rodzinie”, z których rodzice mogą zwolnić swoje niepełnoletnie dziecko. W przypadku, w którym to organizacje pozarządowe chciałyby współprowadzić takie zajęcia jako dodatkowe, muszą uzyskać zgodę dyrektora szkoły i pozytywną opinią rady rodziców. Przepisy zapewniają więc rodzicom co do zasady pełną realizację ich prawa do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami w odniesieniu do zajęć o seksualności. W opinii RPO przyjęte obecnie rozwiązania są jednak niesatysfakcjonujące – zarówno pod względem podręcznika wykorzystywanego na zajęciach „Wychowanie do życia w rodzinie”, jak i fakultatywnego charakteru tych zajęć. Również z najnowszych informacji gromadzonych przez WHO wynika, że najlepszym i najskuteczniejszym sposobem na edukację seksualną jest wprowadzenie obowiązkowych zajęć w szkole. Takie rozwiązanie gwarantuje dotarcie do szerokiego grona dzieci i młodzieży, profesjonalną realizację opracowanego wcześniej i dostosowanego do grupy wiekowej programu nauczania, a także przekazywanie treści w środowisku, które co do zasady powinno być dla wszystkich uczniów przestrzenią bezpieczną i sprzyjającą rozwojowi. Czy obowiązkowa edukacja seksualna nie naruszałaby w takim razie prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami? Nie, bo prawo to nie ma charakteru absolutnego, a jego granice, tak jak w przypadku pozostałych praw i wolności, wyznaczają inne normy rangi konstytucyjnej i ustawowej. Prawo do rzetelnej edukacji seksualnej wynika przede wszystkim z prawa do nauki, a także, jak wskazuje WHO, z prawa do ochrony zdrowia i dostępu do informacji ze zdrowiem związanych. Rodzice nie mogą oczekiwać, że wszystkie treści przekazywane dzieciom w szkole będą zgodne z ich światopoglądem (co potwierdził też Trybunał Konstytucyjny i Europejski Trybunał Praw Człowieka). W przypadku edukacji seksualnej to prawa dzieci powinny być potraktowane priorytetowo. MIT: Standardy WHO wskazują, że edukacja seksualna powinna być prowadzona już w żłobkach i przedszkolach. Jednym ze sloganów najczęściej używanych w toku debaty publicznej przez przeciwników edukacji seksualnej zgodnej ze standardami WHO, stał się zarzut, że zakładają one „uczenie 4-latków masturbacji”. Podstawą jego sformułowania, a tym samym źródłem emocji i kontrowersji, jest matryca z publikacji „Standardy edukacji seksualnej w Europie” wydanej przez Biuro Regionalne WHO dla Europy i niemieckie BZgA (Federalne Centrum Edukacji Zdrowotnej) w 2010 r., w której uwzględniono już grupy wiekowe 0-4 a także 4-6 lat. Niewłaściwym uproszczeniem jest jednak stwierdzenie, że dokument przewiduje edukację seksualną dla dzieci w takim wieku, a tym bardziej, że edukacja ta ma obejmować „naukę masturbacji w przedszkolach”. Matryca wskazuje na (potwierdzone naukowo) zmiany w zachowaniu dzieci na kolejnych etapach ich rozwoju, w tym na pojawiające się i rosnące zainteresowanie własnym ciałem. Następnie uwzględnia te szczególne etapy rozwoju i proponuje jak przekazać wiedzę odpowiednią dla danego wieku. Nie tylko na temat seksualności rozumianej biologicznie i fizycznie, ale też – a może przede wszystkim – rozumianej emocjonalnie i psychologicznie. Zarówno sama matryca jak i cała publikacja oraz pozostałe publikacje WHO, stanowią jedynie sugestie ekspertów. Nie są ani gotowym planem zajęć lekcyjnych, ani przepisami prawa. Z samych dokumentów WHO wynika, że kluczowym aspektem wprowadzenia edukacji seksualnej są właściwe konsultacje, korzystanie z doświadczeń innych państw, a także wsparcia krajowych i międzynarodowych organizacji. Program takich zajęć musi być bowiem rzetelnie przygotowany w drodze wieloetapowych działań – na to właśnie wskazują zalecenia WHO. MIT: Tematy dotyczące seksualności człowieka są na tyle osobiste i wrażliwe, że nie powinny być poruszane z dziećmi i młodzieżą poza domem rodzinnym. Argumentem wielokrotnie formułowanym przeciw prowadzeniu edukacji seksualnej w szkole jest pogląd, że tematy te dotykają sfery prywatnej, w którą nie powinien ingerować nikt poza rodzicami dziecka. Wyobrażenie, że dzieci, a tym bardziej nastolatkowie, nie stykają się w życiu codziennym z seksualnymi treściami, nie znajduje pokrycia w rzeczywistym stanie rzeczy. Jak wskazuje dr Paloma Cuchi z WHO: „Niektórzy rodzice myślą, że jeśli oni nie rozmawiają o seksie, to dzieci nigdy się z nim nie zetkną. Tymczasem dzieci są bombardowane tego typu informacjami przez media, filmy, internet, słyszą je od swoich kolegów w szkole czy z wielu innych źródeł. Skoro milcząco przyzwalamy na to, żeby nasze dzieci czerpały wiedzę z niepewnych źródeł, to dlaczego sprzeciwiamy się jakościowej edukacji seksualnej? Przecież chodzi w niej o wyposażenie dzieci w narzędzia, dzięki którym będą zdrowsze w przyszłości”. Trudno nie zgodzić się, że edukacja seksualna, prowadzona przez specjalistów i w oparciu o przemyślany program nauczania, ma szansę zniwelować negatywne skutki, które może wywierać medialno-internetowy przekaz na temat seksualności, docierający do dzieci w niepełnej, zniekształconej, wyrwanej z kontekstu i niekontrolowanej formie. Nie wszyscy rodzice są w stanie i chcą prostować i uzupełniać te informacje we własnym zakresie. Jednostronna wola i starania rodziców też nie wystarczą do efektywnej rozmowy. Młode osoby czują się natomiast w znamienitej większości niezręcznie omawiając temat seksualności z rodzicami i, odwrotnie do wyobrażonego poglądu, kwestie osobiste i wrażliwe wolą poruszać w środowisku szkolnym niż w domu. MIT: Debata o edukacji seksualnej rozpoczęło podpisanie przez Prezydenta Warszawy Deklaracji LGBT +. Pojawiające się w debacie publicznej komentarze mogą sugerować, że „Deklaracja LGBT+”, zakładająca prowadzenie w warszawskich szkołach zajęć z edukacji seksualnej zgodnej ze standardami WHO, zainicjowała nieznany wcześniej w Polsce koncept. W rzeczywistości, pewna forma edukacji seksualnej jest obecna w polskim programie nauczania (jako przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie”), a obowiązek dostosowania jej do prawnych zobowiązań i międzynarodowych standardów od lat postuluje Rzecznik Praw Obywatelskich. Konieczność prowadzenia rzetelnej edukacji seksualnej wynika wprost z prawa młodych osób do jej otrzymania. Na to to prawo wskazuje natomiast zarówno Konstytucja RP, jak i ratyfikowane przez Polskę (a tym samym stanowiące w Polsce prawo powszechnie obowiązuję) umowy międzynarodowe – w tym Konwencja o prawach dziecka, Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności oraz Konwencja Rady Europy o ochronie dzieci przed seksualnym wykorzystywanie niegodziwym traktowaniem w celach seksualnych. W polskich przepisach ustawowych (ustawie o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży) także wskazano na obowiązek wprowadzenia do programów nauczania szkolnego wiedzy o życiu seksualnym człowieka. Konieczność dostosowania takich zajęć do międzynarodowych standardów wielokrotnie zalecały Polsce organy ochrony praw człowieka, które na przestrzeni swojej działalności sformułowały podstawowe założenia, które edukacja seksualna powinna spełniać dla realizacji prawa do nauki i prawa do ochrony zdrowia. Warszawska Deklaracja LGBT + z pewnością nie jest więc dokumentem wprowadzającym w Polsce edukację seksualną - prowadzenie takich zajęć przewidują bowiem polskie przepisy prawa i wiążące Polskę zobowiązania międzynarodowe.Porady naszych EkspertówDzień dobry, Podczas prowadzonych przez mnie zajęć świetlicowych w Szkole Podstawowej miało miejsce następujące zdarzenie: uczeń klasy 2 włożył rękę do majtek swojej koleżanki uczennicy klasy 1. W sali przebywało w tym czasie około 30 osób. W chwili zdarzenia siedziałam przy stoliku i pomagałam innym dzieciom w odrabianiu zadań domowych. Dwójka wyżej opisanych dzieci oraz kilku innych chłopców bawiło się w niewielkiej wnęce znajdującej się w sali. Żadne z dzieci nie poinformowało mnie o incydencie. Dziewczynka poinformowała o zajściu swoją mamę po powrocie do domu, a ta następnego dnia powiadomiła wychowawcę. Co robić? Jak rozmawiać z dziećmi i rodzicami o tym co zaszło? Katarzyna Dzień dobry, Koniecznie trzeba przeprowadzić wywiad z rodzicami chłopca i spróbować dowiedzieć się, czy takie incydenty miały miejsce wcześniej. Być może tak i wtedy trzeba problem zacząć uważnie śledzić, ale może nie - i wówczas warto zadbać, by pochopnie nie ocenić dziecka i nie skrzywdzić go. Cechą rozwoju seksualnego dzieci w tym wieku jest ciekawość odmienności drugiej płci, niekoniecznie musi stać za tym głębsze dno. Gdyby jednak okazało się, że chłopcu zdarzało się już częściej naruszać normy społeczne w ten sposób lub też będzie się tak działo w następnych miesiącach w świetlicy, dziecko powinno znaleźć się pod opieką diagnostyczną psychologa dziecięcego. Rysunki dzieci, których rozwój seksualny rozwija się niezgodnie z normą lub które są wykorzystywane seksualnie są bardzo diagnostyczne, proszę jednak pamiętać, że ta projekcyjna technika pracy jest zastrzeżona dla wyspecjalizowanych psychologów i absolutnie w szkole takich badań samodzielnie nie wolno przeprowadzać. Ponieważ stało się tak, że właściwie nie była Pani bezpośrednim świadkiem zdarzenia i o wszystkim dowiedziała się post factum, retrospektywnie, za pośrednictwem wychowawczyni klasy I, wydaje mi się, że wskazane byłoby by w rozmowach, jakie będzie Pani musiała przeprowadzić z rodzicami tych dzieci, wzięły udział również ich wychowawczynie i/lub pedagog/ psycholog szkolny. Szczególnie dotyczy to chłopca. Ze względu na charakter sprawy i dobro dzieci należy bardzo zadbać o dyskrecję i nie dopuścić, by sprawa zaczęła żyć swoim życiem w środowisku szkolnym tak nauczycielskim, jak i uczniowskim. To bardzo ważne. Porozmawiać trzeba będzie również z obojgiem dzieci - oczywiście osobno. Chłopca trzeba pouczyć o niedopuszczalności takich zachowań wobec koleżanek. Z kolei dziewczynce należy uświadomić, że zawsze od razu może zgłosić się po pomoc do Pani - w tej i jakiejkolwiek innej sprawie. Ona prawdopodobnie była - zapewne jaki i Pani - całkowicie zszokowana tym, co się stało i nie wiedziała, jak powinna się zachować. Trzeba ją nauczyć, że kolega nie może jej tak dotykać i ona nie może się na to zgadzać i że w szkole są dorośli, po to by pomagać. Serdecznie życzę powodzenia w rozwikłaniu tej niełatwej sytuacji. Agnieszka Sokołowska Portal ma przyjemność współpracować z gronem ekspertów, jednak często problemy wymagają pilnej lub dodatkowej porady medycznej. nie ponosi żadnych konsekwencji wynikających z zastosowania informacji zawartych w niniejszym serwisie. Zalecamy bezpośredni kontakt ze specjalistą w celu konsultacji danego problemu. Po zgłoszeniu pytania, zostanie ono po akceptacji redakcji umieszczone wraz z odpowiedzią konkretnego eksperta.
Edukacja seksualna to temat, który wciąż budzi wiele kontrowersji. Stanowisko lekarzy i psychologów jest jednak jasne: wiedza to narzędzie, które chroni dzieci przed przemocą. O tym, jak rozmawiać z dziećmi o seksualności i dlaczego jest to tak ważne rozmawiali eksperci podczas konferencji „Edukacja seksualna w kręgu rodzinnym”. W roli prelegentów wystąpili czeska edukatorka„Dziecko powstaje w brzuszku mamy”, „Dziecko powstaje, kiedy rodzice się do siebie mocno przytulają”… I podobne rzeczy, które przez wiele, wiele lat wystarczają dzieciom, żeby wiedziały skąd się wzięły? Ale nagle okazuje się, że w wieku 8 – 10 lat to już nie wystarcza. I co mówić wtedy? Osobiście wydaje mi się, że nie przez wiele, ale zaledwie przez 4 – 5 lat, bo przecież już 6-latek może zapytać o bardziej szczegółowe kwestie. Wiele książeczek przeznaczonych dla dzieci w wieku przedszkolnym opisuje fakt połączenia się komórki męskiej z komórką żeńską. Dziecko w pewnym momencie zaczyna się zastanawiać: „A jak ten plemnik dostał się do brzucha mamy”? Wtedy należy dziecku odpowiedzieć zgodnie z prawdą o współżyciu seksualnym, a nie tylko o przytulaniu. Jeśli nie wiemy jak temat ugryźć, polecam wspomóc się literaturą, która starszym dzieciom wyjaśnia tematykę prokreacji. Oczywiście wraz z wiekiem wiedza o tym, jak przebiega proces rozmnażania, może być podawana bardziej szczegółowo, tak jak ma to miejsce na lekcjach biologii. Pamiętajmy, że rozmawiając z dziećmi na tematy intymne uczymy je, że są to tematy takie same, jak inne. Uwaga! Reklama do czytania Jak zrozumieć małe dziecko Podręcznik świadomego rodzicielstwa Rozwój seksualny dzieci Zadbaj o zdrową seksualność swojego dziecka Tylko dobre książki dla dzieci i rodziców | Księgarnia Natuli Mają szczęście ci rodzice, których dzieci chcą z nimi dyskutować, pytać się, dowiadywać. A co, jeśli – mimo rozmowy z dzieckiem na wcześniejszym etapie rozwoju – nasz 10 latek nie pyta o szczegóły swojej seksualności czy seksualności w ogóle a my wiemy, że go to interesuje? Mimo wszystko próbować, trzeba zdać sobie jednak sprawę, że wiek nastoletni to moment, kiedy grupa rówieśnicza zaczyna odgrywać coraz większą rolę. Nasze dziecko może również zacząć krępować się rozmawiać o seksie z rodzicami, dlatego dobrym rozwiązaniem w takich przypadkach są zajęcia prowadzone w szkole z kompetentnymi dorosłymi, którzy w rzetelny sposób przekażą nastolatkowi uniwersalną wiedzę o życiu płciowym. Nastolatek z mniejszą krępacją zada pytanie osobie obcej, np. specjaliście prowadzącemu zajęcia z edukacji seksualnej, niż rodzicowi lub nauczycielowi, który uczy go od trzech lat matematyki. Ja bym jeszcze podsuwała dobrą literaturę, a potem próbowała podejmować rozmowę. Zawsze można zacząć od tego, że przedstawia się swój punkt widzenia np. dotyczący antykoncepcji hormonalnej. Kiedy powiemy nastolatkowi co sami o tym myślimy, można zawsze zapytać o jego zdanie. Jak zatem traktować temat seksualności? Rozmawiać o tym przy obiedzie, traktować jak temat podobny do innych czy raczej bezpieczniej będzie wziąć dziecko na stronę i objaśnić raz a porządnie jak się sprawy mają? Wszystko zależy od tematu. Są kwestie, o których można rozmawiać przy wspólnym posiłku, a są tematy, które zdecydowanie lepiej omawiać w bardziej intymnej atmosferze. O byciu razem, bliskości i wzajemnym szacunku możemy przecież mówić przy wspólnym obiedzie, ale jeśli mamy porozmawiać z synem o polucjach, zdecydowanie polecam rozmowę z ojcem na osobności. Warto także wykorzystywać różne sytuacje do rozmów dotyczących seksualności. Jeśli podczas jazdy samochodem w radiu puszczana jest audycja o in-vitro warto wyjaśnić swoje stanowisko, oczywiście pamiętając o wieku dziecka i o tym, jakie treści są dla niego odpowiednie. Seksualność należy zdecydowanie traktować jako temat podobny do innych. Nie uciekać od odpowiedzi, nie unikać rozmów, nawet jeśli dziecko nie pyta. Część rodziców czeka na odpowiedni moment i okazuje się, że mijają lata, a dziecko stało się nastolatkiem i znalazło inne źródło wiedzy. Taki nastolatek traktuje rodziców jako osoby niekompetentne, z którymi na te tematy po prostu nie warto rozmawiać. Kiedy następuje taka granica, że trzeba z dzieckiem porozmawiać już bez tych wszystkich dziecięcych chwytów? Kiedy dobrze jest wyjaśnić, jak seks wygląda fizjologicznie? Kiedy mówić o antykoncepcji? Ta granica przebiega bardzo płynnie. Nie można podać rodzicom konkretnego wieku, kiedy taką rozmowę zacząć. Najlepszym rozwiązaniem jest rozmawianie o seksualności do najmłodszych lat. Na początku o różnicach anatomicznych, o miłości, o tym, że aby urodziło się dziecko potrzebny jest tata i mama. Wraz z wiekiem tę wiedzę należy poszerzać. Dziecko w wieku wczesnoszkolnym powinno już wiedzieć, że to rodzice decydują o ilości dzieci, czyli mają wpływ na swoją prokreację, że mogą ją kontrolować. To jest taki początek dla przyszłych rozmów o antykoncepcji. Na pewno nie należy opowiadać pierwszoklasiście zasady działania tabletki antykoncepcyjnej czy wkładki wewnątrzmacicznej, ale jeśli zapyta w supermarkecie, wskazując na pudełko kondomów: „co to jest?”, warto odpowiedzieć zgodnie z prawdą, że to jest prezerwatywa. Jeśli dziecko pyta, do czego ona służy, udzielmy mu odpowiedzi, że jest to środek, który stosują dorośli, aby nie mieć dzieci. Im dziecko będzie starsze, tym przekazywana wiedza jest bardziej szczegółowa. Jeśli mówimy o seksie to warto pamiętać, aby nie omijać sfery uczyć. Szacunek, partnerstwo, odpowiedzialność, miłość to kwestie, które powinny być zawsze w tej materii poruszane. Czy są jakieś zasady, którymi możemy kierować się podczas rozmów? W każdym wieku te same. Należy odpowiadać zgodnie z prawdą, a jeśli nie znamy odpowiedzi na jakieś pytanie poszukać jej i wyjaśnić. W przypadku starszych dzieci i nastolatków warto pamiętać, aby nie straszyć i nie opowiadać o seksie jako czymś zakazanym. Na pewno nie należy prawić kazań i urządzać moralizatorskich mów. Wypowiadanie szczerych poglądów o seksualności zwiększy nasz autorytet. Podczas rozmowy powinniśmy wsłuchać się w to, co mówi do nas nastolatek. Dobrze jest również znaleźć odpowiedni moment na rozmowę, aby nie odbyła się ona w biegu. Czy są jakieś kwestie, o których najtrudniej rozmawia się dorosłym z dziećmi lub nastolatkami? W przypadku przedszkolaków i dzieci w wieku wczesnoszkolnym to wyjaśnienie współżycia seksualnego. Na pytanie: „co to jest seks?” rodzice reagują z niepokojem. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że odczytują je przez pryzmat własnych doświadczeń seksualnych. Pamiętać jednak należy, że dziecko pyta najczęściej dlatego, że ciekawi je samo słowo i prosi o jego wyjaśnienie. Inne zaś dzieci zastanawiają się w jaki sposób dochodzi do zapłodnienia i pytają tylko o „techniczne” aspekty związane z prokreacją. Jeśli chodzi o nastolatków to wydaje mi się, że rzadko mówi się o pożądaniu. Nie wyjaśnia się dokładnie czym jest popęd seksualny, w jaki sposób wpływa na nasze życie, że „programuje nas na prokreację”. Jest to na tyle istotne, że wiele nastolatków myli pożądanie z miłością. Nie zdają sobie sprawy, że można czuć do kogoś pożądanie, ale niekoniecznie go kochać. Warto o tym rozmawiać z młodymi osobami, ponieważ może to w istotny sposób wpłynąć na ich decyzję np. o podjęciu współżycia seksualnego. Co myślisz o edukacji seksualnej w szkole? Czy to mogłoby nam pomóc w wychowaniu zdrowego, także w sferze seksualnej, człowieka? W polskich szkołach realizowany jest program wychowania do życia w rodzinie, oprócz tego w niektórych placówkach pojawiają się specjaliści, którzy prowadzą zajęcia z młodzieżą. Wszystko tak naprawdę zależy od prowadzącej (bo częściej jest to kobieta, a szkoda, bo dobrze by było, aby o sprawach seksualnych młodzież mogła rozmawiać również z mężczyzną). Część młodych ludzi wraz z rodzicami podejmuje decyzję o rezygnacji z przedmiotu „wychowanie do życia w rodzinie” zwiększając na przykład swój udział w zajęcia z matematyki, z której zdają egzamin maturalny. Taki wybór może być słuszny, ale tylko wtedy, kiedy rodzice biorą pełną odpowiedzialność za wychowanie seksualne swojego dziecka. Niestety z badań wynika, że rodzice nie wywiązują się z tej roli zbyt dobrze. Mimo dobrych chęci czekają na odpowiedni moment, a wtedy okazuje się, że ich syn czy córka już „wszystko wiedzą”, bo korzystają z Internetu lub pozyskali wiedzę od rówieśników. Edukacja seksualna powinna być uzupełnieniem wychowania seksualnego. Tym bardziej, że wiele raportów podaje, że wiedza nastolatków na temat seksualności jest katastrofalna. A jeśli już jest poszukiwana, to tylko w aspekcie zapobiegania ciąży czy innych negatywnych zdarzeń. Celem edukacji seksualnej powinno być przekazywanie rzetelnej wiedzy, a przede wszystkim wychowywanie człowieka, który będzie prowadził zdrowe i szczęśliwe życie seksualne. Uwaga! Reklama do czytania Życie seksualne rodziców Wasz związek jest dla dziecka modelem. Buduj autentyczną relację. Cud rodzicielstwa Rodzicielstwo to nasza życiowa misja. Słuchajmy dzieci! Tylko dobre książki dla dzieci i rodziców | Księgarnia Natuli Ewa Kostoń – filozofka, edukatorka seksualna. Absolwentka podyplomowych studiów z edukacji seksualnej na ŚUM w Katowicach. Autorka aplikacji eduSeksus. Prywatnie żona i mama Mai. Prowadzi bloga „Nie wierzę w bociana” poświęconego seksualności wieku rozwojowego.
A seksualność jest immanentnie związana z każdym człowiekiem, ukrywanie tego jest szkodliwe - mówi mi prawie 80-letnia Ewa. Edukacja seksualna w Polsce Źródło: Getty Images. Siedzimy ze znajomymi, rozmowa schodzi na edukację seksualną. Przewijam w głowie klatki własnej biografii. Nie zapytałam nigdy, skąd biorą się dzieci, niePrawica i Kościół nie odpuszczają i opowiadają nieprawdy na temat wytycznych WHO o edukacji seksualnej z 2012 roku. Kłamią o zmuszaniu dzieci do masturbacji, molestowaniu przez nauczycieli, uprzywilejowaniu LGBT w społeczeństwie. Publikujemy fragmenty deklaracji i apelujemy do czytelników i abp. Jędraszewskiego: Najpierw przeczytajcie! Potem oceniajcie. Deklaracja LGBT+ podpisana przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego nie przestaje irytować prawicy i Kościoła. Szczególnie często krytykują oni wytyczne WHO dotyczące edukacji seksualnej, do których odwołuje się deklaracja. I nieustannie udowadniają, że dokumentu nie przeczytali. Arcybiskup nie odpuszcza, kurator apeluje Arcybiskup Marek Jędraszewski, wiceprzewodniczący Episkopatu, nie zraził się krytyką swojego wystąpienia podczas konferencji, na której Episkopat prezentował wyniki kwerendy na temat pedofilii w polskim Kościele. Dalej wypowiada się na temat edukacji seksualnej. Na konferencji prasowej w Krakowie powiedział: „Tu jest wszystko dobrze, a teraz w imię zaleceń WHO chce się uczyć dzieci czegoś takiego. Potrzebni są tutaj starsi, żeby dzieci nauczyć, czyli potrzebne jest molestowanie. I to jest dobre. Dochodzimy do absurdów.” W wywiadzie dla tygodnika „Sieci” małopolska kurator oświaty Barbara Nowak stwierdziła, że wytyczne WHO są elementem szerszej strategii, która ma na celu zajęcie uprzywilejowanej pozycji w społeczeństwie przez „środowiska LGBT”. Nowak uważa, że: „Jeżeli dzisiaj nie zablokujemy tego trendu w Polsce, to za chwilę się okaże, że Polacy już nie będą mieli żadnej możliwości odwołania, bo Trybunał w Strasburgu jest w tej chwili opanowany przez środowiska, które nie widzą w tym niczego złego. To ostatni dzwonek. Jeżeli się nie obudzimy, to za chwilę będzie u nas taka sama sytuacja jak na Zachodzie (…).” Konrad Berkowicz, wierny współpracownik Janusza Korwina-Mikke i członek koalicji skrajnej prawicy Konfederacja, jakby w chórze z panią Nowak mówił 20 marca w „Salonie politycznym” radiowej Trójki: „Karta LGBT+ przyszła z Zachodu, Unii, WHO. To jest coś z czym będziemy zdecydowanie walczyć. Już to robimy. Ta edukacja seksualna sama w sobie jest aktem pedofilii i prezydent Trzaskowski kłamie. Zmuszanie dzieci do rozmawiania o masturbacji jest oczywiście takim aktem”. Wytyczne, nie rozporządzenia Na podstawie dokumentu WHO kraje mogą (ale nie muszą) wprowadzać programy edukacji seksualnej. W dokumencie jest napisane, że wdrażając programy, należy mieć na uwadze uwarunkowania kulturowe. Dlatego w różnych krajach edukacja seksualna prowadzona jest na różne sposoby: w Portugalii zaczyna się od 5. roku życia, w Holandii od 11., a w Hiszpanii od 14. roku życia. O fantazjach i kłamstwach na temat edukacji seksualnej pisało niedawno „Czy od przytulania w majtkach mogę zajść w ciążę?”. Po co nam standardy WHO?”. „Przedszkolaki zmuszane do masturbacji? Zobacz, co jest faktem, a co fantazją o Deklaracji LGBT” Być może jednak omówienie standardów WHO to za mało. Dlatego zachęcamy do zajrzenia do samego dokumentu i jego uważnej lektury wszystkich: naszych czytelników, Barbarę Nowak, Konrada Berkowicza, arcybiskupa Jędraszewskiego także wszystkich, którzy uważają, że edukacja seksualna oznacza zmuszanie dzieci do masturbacji. Cały dokument znajduje się na stronie WHO. Zachęcamy do pobrania i spokojnej lektury! To nie boli. Poniżej publikujemy fragmenty, szczególnie te, których fałszywa interpretacja jest źródłem prawicowych kłamstw, oraz te, które prawicową narrację obalaja. Nauczyciele mają molestować? Groźne słowo Matryca To najpewniej stąd biorą się wszystkie mity o „obowiązkowym nauczaniu dzieci masturbacji” i „nauczaniu masturbacji czterolatków”. Tymczasem jak piszą autorzy raportu: „Matryca stanowi przegląd tematów, które powinny zostać omówione w poszczególnych grupach wiekowych. Matryca została opracowana tak, aby jej struktura odpowiadała różnym grupom wiekowym. Obejmuje osiem głównych kategorii tematycznych. Może być stosowana w elastyczny sposób, co umożliwia dopasowanie zawartych w niej informacji do potrzeb poszczególnych osób albo grup. Może ona znaleźć także zastosowanie dla osób z konkretnymi potrzebami, jak również w mniejszościowych grupach społecznych. Matryca stanowi ramę, na podstawie której nauczyciele mogą wybrać tematy szczególnie interesujące daną grupę osób.” W pierwszym opisanym okresie rozwojowym dziecka w matrycy – od 0 do 4 lat – rzeczywiście znajduje się informacja o „masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa”. Nie chodzi jednak o „naukę masturbacji” a o przekazanie informacji na jej temat. „To, czym najbardziej ekscytuje się prawa strona sceny politycznej, czyli że będziemy uczyć dzieci w przedszkolach masturbacji, to fake news.” – tłumaczy Dorota Łoboda, radna Warszawy i przewodnicząca Komisji Edukacji” – Po pierwsze nie ma kraju, który coś takiego robi, po drugie to świadczy o chorej wyobraźni osób, które coś takiego opowiadają. Tam jest po prostu napisane, że małe dzieci dotykają swoich narządów płciowych i nie należy ich z tego powodu zawstydzać, bo to ich etap rozwojowy. Taka jest biologia” Warto przekonać się samemu, co rzeczywiście znajduje się w szeroko komentowanej matrycy. Poniżej publikujemy ją w całości: Jakub Szymczak Dziennikarz Pisze o gospodarce i polityce społecznej. W pierwszym odcinku cyklu "Edukacja seksualna" rozmawiamy o inicjacji seksualnej. Kiedy młodzież w Polsce zaczyna współżycie? Jak wygląda edukacja seksualna w polskich szkołach? I kiedy jest czas na pierwszą wizytę u ginekologa? Na kanapie Dzień Dobry TVN zasiadły: Alina Synakiewicz z grupy edukatorów seksualnych Ponton oraz Odeta Moro, prowadząca cykl "Edukacja seksualna
„Problemem staje się już nie tyle oglądanie pornografii, lecz brak rozmowy kogoś dorosłego z tym młodym człowiekiem” – mówi dr Kowalczyk, seksuolog. We wrześniu 2020 r. czeska edukatorka seksualna Jana Martincova wraz z seksuolożką i psychiatrą ze Szpitala Uniwersyteckiego w Brnie, Petrą Sejbalovą, przeprowadziła badanie „Dzieci zagrożone pornografią i przemocą seksualną w sieci”. Chciały ustalić, od jakiego wieku dzieci narażone są na pornografię i kontakt z działającymi w internecie łowcami ofiar seksualnych. – 12 proc. dzieci, które odwiedziły stronę pornograficzne w wieku do 10 lat, byli to włącznie chłopcy. Jednak to, co nas zaskoczyło, to fakt, że w wieku 14 lat ten stosunek się wyrównuje i dziewczęta zaczynają wykazywać nawet większe zainteresowanie pornografią. Nieco szokujący jest fakt, że 3/4 chłopców i 1/4 dziewcząt w wieku szkolnym ogląda pornografię regularnie, nawet codziennie – mówi Jana Martincova. Oto, skąd dzieci czerpią informację Badaczki chciały zweryfikować, czy zachowania dzieci mają związek z jakością i źródłem edukacji seksualnej. Siedmioro z dziesięciorga respondentów badania wskazało, że informacje na temat seksu czerpie lub czerpało od kolegów ze szkoły, z internetu lub bezpośrednio z pornografii. Te ustalenia potwierdzają dane polskiego Instytutu Badań Edukacyjnych z 2015 roku, przeprowadzone na grupie 1260 18-latków. Z obserwacji specjalistów wynika, że na zainteresowanie pornografią wpływa źródło, z którego dzieci pierwotnie czerpią wiedzę. Młodzież, która nie otrzymała dobrej edukacji, czerpiąc wiedzę z sieci lub od kolegów, znacznie częściej i znacznie wcześniej docierała do pornografii (64 proc.). Nie oznacza to niestety, że dzieci czerpiące wiedzę ze szkoły lub od rodziców, nie znajdują się w grupie ryzyka. Zdarza się to jednak trzykrotnie rzadziej. Jak dzieciom szkodzi pornografia? Kontakt z pornografiąwe wczesnym dzieciństwie i na późniejszych etapach rozwoju, znacząco zniekształca obraz postrzegania sfery seksualnej: dziecko uznaje obejrzane w pornograficznym filmie sceny za naturalne. Jako nastolatki zwracają się do seksuologów z obawami, czy jest z nimi wszystko w porządku pod kątem seksualności. Przykłady? – Rozmawiałam kiedyś z siedemnastoletnim chłopakiem, który znalazł sobie dziewczynę i chciał rozpocząć życie seksualne, ale bał się, że nie będzie równie wytrzymały, jak aktorzy porno, którzy wytrzymują na przykład godzinę, podczas gdy on sam – tylko piętnaście minut – opowiada Jana Martincowa. Inny chłopiec zwrócił się o pomoc do seksuologa, bo nie był w stanie nawiązać normalnej relacji z żadną dziewczyną. Bał się fizycznego kontaktu z ciałem kobiety. W rozmowie przyznał, że masturbuje się przed internetem od 13. roku życia i robi to nawet kilka razy dziennie. Twierdził, że potrzebował, aby jego partnerka zachowywała się jak aktorka w filmie pornograficznym, ale kolejne dziewczyny odmawiały takich zachowań. Pornografia to nie wszystko Trzeba też mieć na uwadze, że filmy pornograficzne to nie wszystko. Dzieci mogą natrafić na patologiczne praktyki takie jak: sadystyczno-masochistyczne, zoofilne, urofilne czy koprofilne. Wcale ich nie muszą szukać. – 18-letnia dziewczyna napisała szczerze w ankiecie, że nie chodziło o to, że chciała oglądać takie rzeczy, ale jako mała dziewczynka znalazła przypadkiem w internecie strony o BDSM czy pornografię z udziałem zwierząt i zaciekawiło ją to – opowiada edukatorka. Tego typu strony można bez problemu znaleźć w internecie, dostęp do nich jest łatwy, a oglądanie takich rzeczy przez dziecko jest bardzo niebezpieczne dla jego niedojrzałej psychiki. Najczęściej jednak dopiero w dorosłym wieku są w stanie poprosić o pomoc specjalistów, którzy przepracują z nimi wszystkie obawy i lęki, a także wyjaśnią z czego wynika dane zachowanie. „Nie uchronimy dzieci przez zagrożeniem” Internet to jednak nie tylko przestrzeń do działania branży pornograficznej, a także agresorów seksualnych, których celem jest nawiązanie kontaktu z osobami nieletnimi. Potwierdzają to wyniki badania: spośród ankietowanych 29 proc. wskazało, że było zaczepianych w kontekście seksualnym przez obce osoby – w ponad 75 proc. adresatami niewłaściwych komunikatów były dziewczynki. Najczęściej chcieli oni, aby dzieci oglądały zdjęcia lub wideo genitaliów, a także usiłowali wyegzekwować przesłanie przez dzieci swoich nagich zdjęć. Jak ujawniło badanie, jedynie 58 proc. dzieci, które oglądało treści pornograficzne przed dziesiątym rokiem życia, było w stanie natychmiast przerwać rozmowę z agresorem w sieci. – To niski wynik, biorąc pod uwagę, że wśród uczniów, którzy oglądali tego typu treści po raz pierwszy w wieku starszym lub w ogóle, skutecznie potrafiło się obronić w ponad 90 proc. Nie uchronimy dzieci przed wszystkimi zagrożeniami z internetu, ale możemy je nauczyć, jak stawiać im czoła. Dlatego tak ważne jest, żeby rozmawiać z dziećmi, przekazywać im rzetelne informacje – uważa Jana Martincova. Im młodsze dziecko ma kontakt z pornografią, tym większe jest dla niego zagrożenie: maluchy nie potrafią odpowiadać na zaczepki agresorów seksualnych, a mając za sobą kontakt z pornografią, żądania agresorów traktują jako normalne zachowania. I jeżeli zdarzy się, że ktoś chce od nich takich zachowań, wydaje im się, że to coś normalnego i najczęściej nie kończą takiej rozmowy, lecz spełniają prośbę. Edukatorka zwraca jednak uwagę, że także nie wszystkie starsze dzieci mają sprawność komunikacyjną i są na tyle dojrzałe by reagować właściwie. Czasem dochodzi do dramatycznych wydarzeń. – Do gabinetu seksuologa trafił kiedyś 16-letni, upośledzony umysłowo chłopiec, który w mediach społecznościowych wynajdywał agresorów seksualnych i w tym celu podszywał się pod 13 -letnią dziewczynkę, która szuka kontaktów seksualnych. Został odnaleziony przez jednego ze swoich kolegów na Facebooku, który odkrył jego tożsamość. Chłopak napisał, że wie gdzie mieszka i groził mu śmiercią. Ten przypadek mógł skończyć się bardzo tragicznie, ponieważ ten chłopiec próbował popełnić samobójstwo. Na szczęście nie udało mu się to, ale było o krok od tragedii – opowiada. Szkodliwy brak wiedzy Myśląc o tym, jaki wpływ może mieć pornografia na rozwój dziecka, warto zrozumieć, że często w swojej konwencji bazuje ona na pewnych przekroczeniach i nadużyciach, na specyficznym obrazie seksualności. I jeżeli tego rodzaju przekaz trafia do osób bez doświadczeń oraz rzetelnej wiedzy, trzeba liczyć się z tym, że z takim właśnie wypaczonym obrazem seksualności dziecko wchodzi w budowanie relacji. – W edukacji seksualnej ważne są dwa punkty: asertywna postawa, czyli umiejętność odmowy w każdej sytuacji niezgody na jakieś zachowania oraz odróżnienie przemocy od zalotów, momentu przekraczania, naruszania czyjejś granicy. Patrząc z perspektywy gabinetu, gdzie pracuję jako seksuolog, widzę, kiedy doświadczenia seksualne były budowane poprzez pryzmat pornografii i gdy oczekiwania co do tego, jak wyglądać ma kontakt seksualny, były budowane na pornografii – mówi dr Kowalczyk psycholog, seksuolog kliniczny Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego. Jego zdaniem brak wiedzy może być czynnikiem, który zwiększa ryzyko utraty zdrowia w sferze seksualnej. – Bo jeśli do rzeczywistej inicjacji seksualnej dochodzi średnio w wieku 18 lat, a w wieku 12-13 lat większość dzieci ma już wiedzę o seksie, która pochodzi z internetu, często obejrzane filmy pornograficzne lub nawet cyberseks, to popatrzmy, ile lat takiej wątpliwej jakości „edukacji” seksualnej występuje, zanim dojdzie do realnego kontaktu. Przecież oglądanie w internecie stron pornograficznych buduje pewien obraz intymności i relacji między partnerami, który kompletnie nie przystaje do rzeczywistości – zwraca uwagę seksuolog. I tak naprawdę problemem staje się już nie tyle oglądanie pornografii – bo, niestety, szanse na to, że nastolatek nie obejrzy filmu pornograficznego są małe – lecz brak rozmowy kogoś dorosłego z tym młodym człowiekiem. – Chodzi o to, by wytłumaczyć mu, czym jest pornografia, w jakiej konwencji jest budowana, uświadomić, że jest to film, że grają w nim aktorzy wybrani według określonych warunków, że sceny często są montowane z wielu dni, więc obraz jaki się z tego wyłania, nie jest do końca prawdziwy – podkreśla ekspert. Czytaj też:Minister Czarnek chce blokować edukację seksualną. „Kuratora trzeba wyposażyć w kompetencje”
Nie ulega wątpliwości, że edukacja seksualna jest potrzebna. Warto jednak zastanowić się w jaki sposób przekazywać tę wiedzę młodym. W kolejnym odcinku Proje
Znudzona grupa nastolatków siedzi w klasie. Na każdej ławce leżą prezerwatywa i banan, a nauczycielka demonstruje młodzieży, jak należy na niego prawidłowo zakładać kondom… Taka scena nie raz pojawiała się w amerykańskich filmach i często bywa pierwszym skojarzeniem związanym z wychowaniem seksualnym w szkołach. Według krytyków do tego sprowadzają się zajęcia z wychowania do życia w rodzinie. Czy ich obawy są słuszne i takie zajęcia w szkole mogą zdegenerować młodzież? I czy edukację seksualną można zacząć już… w niemowlęctwie? Edukacja seksualna – od kiedy? To dobre pytanie na początek. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO opublikowało raport „Standardy edukacji seksualnej w Europie”) zaleca, żeby zacząć edukację seksualną już w przedszkolu. Taka rekomendacja wzbudziła oburzenie wśród wielu, a jej krytycy uznali, że to za wcześnie. Myślę, że jest inaczej – w przedszkolu może być już za późno. Jak to możliwe? Edukacja seksualna to znacznie więcej, niż poinformowanie dziecka, czym jest seks. Jesteśmy istotami seksualnymi od urodzenia i tak nas stworzyła natura. Dlatego od początku życia dziecka kształtujemy jego postawę wobec seksualności. Najczęściej robimy to często całkowicie nieświadomie. Czy wiesz kiedy zacząć? Jak najwcześniej. Na edukację seksualną wpływa wiele rzeczy i nie są to tylko pogadanki o różnicach płciowych. Warto zastanowić się nad tym, czego chcemy nauczyć nasze dzieci? Dlatego chyba najlepszym punktem wyjścia jest jedna ważna informacja: dzieci uczą się przez modelowanie. Brzmi to skomplikowanie, ale to całkiem proste: nasze dzieci nas naśladują. Powtarzają nasze zachowania, więc przykład, jaki im dajemy jest dużo ważniejszy niż to, co mówimy. Nie, nie namawiam do uprawiania seksu w towarzystwie dzieci, bo oczywiście seksualność to też intymność. Współżycie i decyzja o jego rozpoczęciu to nie jedyny powód, dla którego jest potrzebna edukacja seksualna. Są jeszcze szacunek i postrzeganie swojego ciała, sposób jego traktowania i akceptacja… Niech nasze dzieci zobaczą, że zwracamy się do siebie z szacunkiem. Że dotyk jest dobry i może koić. Że ludzie są różni i wyglądają inaczej. A kiedy nie mamy ochoty się przytulać, możemy o tym powiedzieć i mamy do tego prawo. Warto o tym rozmawiać. Ale warto to też pokazać. Ciało dziecka należy do dziecka i tylko do niego Jesteśmy wolni i mamy prawo do decydowania o naszym ciele. Takie samo prawo ma nasze dziecko, choć czasem łatwo o tym zapomnieć. Na przykład kiedy mobilny maluch nie chce dać sobie zmienić pieluchy i ucieka (aż trudno uwierzyć, że takie maleństwo może być tak szybkie!). Łatwo wtedy stracić cierpliwość i ubierać dziecko „na siłę”, ale to nie jest dobre rozwiązanie. Uczymy je wtedy, że ktoś inny ma prawo użyć w stosunku do niego przemocy i dotykać jego ciała w sposób niepożądany. Edukacja seksualna ma dużo wspólnego właśnie z podejściem do cielesności i z szacunkiem. Dlatego jeśli chcemy nauczyć dziecko, żeby decydowało się na odpowiedzialne zachowania seksualne (i nie podejmowało ich zbyt pochopnie i wbrew własnej woli), musimy zacząć jak najwcześniej. Nie, nie namawiam, żeby nauczyć niemowlę używania prezerwatyw (poza tym mogłoby się zadławić). Totalnie nie o to tu chodzi. Masturbacja, antykoncepcja, współżycie… To właściwie są już drobiazgi, a u podstawy leży coś innego: szacunek do własnego ciała i uczenie dziecka rozpoznawania swoich granic. Pomoże mu w tym mówienie, że nikt nie może go dotykać bez jego zgody. Dziecko, które będzie rosło w takim przekonaniu, podejmie mądre decyzje jako nastolatek i nie zdecyduje się na byle co, z byle kim i byle gdzie. Co może zaskoczyć? Proces wychowania to pasmo zaskoczeń. Rozwój seksualności nie jest tu wyjątkiem. Małe dzieci odkrywają swojej miejsca intymne (tutaj warto wspomnieć o masturbacji niemowląt – nie wszyscy rodzice wiedzą o istnieniu takiego zjawiska i niepotrzebnie się niepokoją). I zadają (często krępujące dla nas) pytania. To może być dla nas kłopotliwe, szczególnie, kiedy zdarzy się na przykład w zatłoczonym autobusie. Dlatego po pierwsze warto zachować spokój i powtórzyć sobie, że to przecież całkowicie normalne. I właściwie dlaczego miałoby nas zawstydzać – przecież dziecko nie zrobiło nic złego. No właśnie – złego! Kiedy mówimy o seksualności, czasem wartościujemy moralnie i zawstydzamy dziecko, a tego należy unikać. Trudne sprawy Po fazie pytań w stylu „skąd się wziąłem” u malucha, przychodzi czas na inne wyzwania. Może zdarzyć się, że przyłapiemy nasze dziecko na masturbacji, co na pewno będzie trudne. Wtedy przede wszystkim trzeba zachować spokój. Kiedy seksualność kojarzy się z uczuciem upokorzenia, nie jest dobrze. Dlatego starajmy się nie kpić i nie naśmiewać. To bardzo delikatna sfera i czasem mały żart może wyrządzić duże szkody. No i skutecznie podkopać poczucie wartości. Kiedy młody człowiek jest niepewny, bardziej prawdopodobne, że będzie podejmował nieodpowiedzialne zachowania seksualne (nie będzie miał silnej wewnętrznej motywacji). W takim razie jak edukować i czy potrzebujemy do tego specjalistycznej wiedzy? Książki (i książeczki dla najmłodszych) na pewno nie zaszkodzą, ale najważniejsza jest nasza relacja z dzieckiem i otwartość na jego potrzeby. Jeśli nie będziemy uciekać od kwestii seksualności, to poradzimy sobie nawet z tak trudnym tematem. Liczy się przykład, jaki dajemy.
Skojarzyło mi się z wątkiem o nauczycielkach, bo ta osoba akurat wykonuje taki zawód. Dziewczyna uczy dwóch nie najłatwiejszych przedmiotów, skończyła trudny kierunek studiów, do tego jest bardzo atrakcyjna i z tego korzysta, czasami z
RPO zapytał o najnowsze rekomadacje po tym, jak przeciwnicy warszawskiej „Deklaracji LGBT+" zaczęli się odwoływać w debacie do wcześniejszych dokumentów WHO. Przy okazji WHO przesłało Polsce zestaw materiałów na temat sposobów prowadzenia edukacji seksualnej w różnych państwach świata oraz aktualne dane potwierdzające pozytywne skutki tych działań. Czytaj także: Joanna Parafianowicz: edukacja seksualna nie ma nic wspólnego z seksualizacją Wobec licznych kontrowersji, które narosły w toku debaty wokół edukacji seksualnej i standardów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do dr Palomy Cuchi, dyrektorki Przedstawicielstwa WHO w Polsce, z prośbą o wyjaśnienie, jakie standardy WHO należy uznać za aktualne i jak powinno się je interpretować. Pytanie to Rzecznik skierował w związku z wezwaniem otrzymanym od Rzecznika Praw Dziecka w sprawie „Deklaracji LGBT+"[1]. W odpowiedzi wskazano, że najnowszą międzynarodową publikacją zawierającą rekomendacje dotyczące edukacji seksualnej jest dokument opracowany przez UNESCO i WHO w 2018 r., który zawiera też informacje na temat sposobów prowadzenia edukacji seksualnej w różnych państwach świata oraz aktualne dane potwierdzające pozytywne skutki tych działań. Do pisma do polskiego Rzecznika Praw Obywatelskich WHO dołączyła także dokumenty podsumowujące najistotniejsze aspekty stanowiska i wytycznych WHO w obszarze edukacji seksualnej. Na ich podstawie, a także w oparciu o analizę przebiegu debaty publicznej na ten temat, opracowaliśmy fakty i mity dotyczące edukacji seksualnej w Polsce, z perspektywy Rzecznika Praw Obywatelskich. Poniżej przedstawiamy także polskie tłumaczenie pełnej odpowiedzi Przedstawicielki WHO w Polsce oraz anglojęzyczne wersje publikacji i dokumentów załączonych do skierowanego do RPO pisma. MIT: Edukacja seksualna prowadzi do seksualizacji i demoralizacji dzieci i młodzieży Wyniki badań przeprowadzonych w wielu państwach jednoznacznie wskazują, że profesjonalna i prowadzona w szkole edukacja seksualna nie skutkuje wcześniejszym rozpoczęciem współżycia seksualnego przez młode osoby. Wręcz przeciwnie – przekazywane w czasie takich zajęć informacje skłaniają do odpowiedzialnych, przemyślanych i bezpiecznych decyzji i zachowań seksualnych. Doświadczenia krajów, w których edukacja seksualna jest obowiązkowa od lat, dostarczają dowodów na jej pozytywne skutki. Należy wśród nich wymienić: - obniżenie liczby niechcianych ciąż wśród nastolatek, Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ - spadek zachorowań na infekcje przenoszone drogą płciową wśród osób w wieku 15-24 lat, - spadek zakażeń wirusem HIV wśród osób w grupie wiekowej 15-24 lata, - zmniejszenie skali homofobii i motywowanej nią przemocy, - spadek liczby przestępstw na tle seksualnym. Poza tymi potwierdzonymi statystycznie korzyściami, edukacja seksualna ma też szereg pozytywnych skutków w wymiarze emocjonalno-społecznym. Wbrew dominującej opinii przedmiotem takich zajęć nie są bowiem tylko kwestie fizyczno-biologiczne. Prowadzone właściwie, według przemyślanego i dopasowanego do grupy wiekowej programu, lekcje edukacji seksualnej pomagają rozwijać u młodych osób szacunek do innych i samych siebie, budować poczucie własnej wartości, a w konsekwencji, także kształtować zdrowe, silne i wartościowe relacje i związki. (zob. Policy Brief no. 2 - Sexuality education: What is its impact?) MIT: Zajęcia edukacji seksualnej prowadzone w szkole naruszają prawo rodziców do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami W obecnym stanie prawnym w Polsce treści dotyczące wiedzy o życiu seksualnym człowieka są w szkole przekazywane w ramach zajęć „Wychowanie do życia w rodzinie", z których rodzice mogą zwolnić swoje niepełnoletnie dziecko. W przypadku, w którym to organizacje pozarządowe chciałyby współprowadzić takie zajęcia jako dodatkowe, muszą uzyskać wcześniej zgodę dyrektora szkoły i pozytywną opinią rady rodziców. Przepisy zapewniają więc rodzicom co do zasady pełną realizację ich prawa do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami w odniesieniu do zajęć o seksualności. W opinii RPO przyjęte obecnie rozwiązania są jednak niesatysfakcjonujące – zarówno pod względem podręcznika wykorzystywanego na zajęciach „Wychowanie do życia w rodzinie"[2], jak i fakultatywnego charakteru tych zajęć. Również z najnowszych informacji gromadzonych przez WHO wynika, że najlepszym i najskuteczniejszym sposobem na edukację seksualną jest wprowadzenie obowiązkowych zajęć w szkole. Takie rozwiązanie gwarantuje dotarcie do szerokiego grona dzieci i młodzieży, profesjonalną realizację opracowanego wcześniej i dostosowanego do grupy wiekowej programu nauczania, a także przekazywanie treści w środowisku, które co do zasady powinno być dla wszystkich uczniów przestrzenią bezpieczną i sprzyjającą rozwojowi (zob. Policy Brief no. 4 - Why should sexuality education be delivered in school-based settings?) . Czy obowiązkowa edukacja seksualna nie naruszałaby w takim razie prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami? Nie, bo prawo to nie ma charakteru absolutnego, a jego granice, tak jak w przypadku pozostałych praw i wolności, wyznaczają inne normy rangi konstytucyjnej i ustawowej. Prawo do otrzymania rzetelnej edukacji seksualnej wynika przede wszystkim z prawa do nauki, a także, jak wskazuje WHO, z prawa do ochrony zdrowia i dostępu do informacji ze zdrowiem związanych. Rodzice nie mogą oczekiwać, że wszystkie treści przekazywane dzieciom w szkole będą zgodne z ich światopoglądem (co potwierdził też Trybunał Konstytucyjny i Europejski Trybunał Praw Człowieka[3]). W przypadku edukacji seksualnej to prawa dzieci powinny być potraktowane priorytetowo. MIT: Standardy WHO wskazują, że edukacja seksualna powinna być prowadzona już w żłobkach i przedszkolach Jednym ze sloganów najczęściej używanych w toku debaty publicznej przez przeciwników edukacji seksualnej zgodnej ze standardami WHO, stał się zarzut, że zakładają one „uczenie 4-latków masturbacji". Podstawą jego sformułowania, a tym samym źródłem emocji i kontrowersji, jest matryca z publikacji „Standardy edukacji seksualnej w Europie" wydanej przez Biuro Regionalne WHO dla Europy i niemieckie BZgA (Federalne Centrum Edukacji Zdrowotnej) w 2010 r., w której uwzględniono już grupy wiekowe 0-4 a także 4-6 lat. Niewłaściwym uproszczeniem jest jednak stwierdzenie, że dokument przewiduje edukację seksualną dla dzieci w takim wieku, a tym bardziej, że edukacja ta ma obejmować „naukę masturbacji w przedszkolach". Matryca wskazuje na (potwierdzone naukowo) zmiany w zachowaniu dzieci na kolejnych etapach ich rozwoju, w tym na pojawiające się i rosnące zainteresowanie własnym ciałem. Następnie uwzględnia te szczególne etapy rozwoju i proponuje jak przekazać wiedzę odpowiednią dla danego wieku. Nie tylko na temat seksualności rozumianej biologicznie i fizycznie, ale też – a może przede wszystkim – rozumianej emocjonalnie i psychologicznie. Przy tym wszystkim natomiast, zarówno sama matryca jak i cała publikacja oraz pozostałe publikacje WHO, stanowią jedynie sugestie ekspertów. Nie są ani gotowym planem zajęć lekcyjnych, ani przepisami prawa. Z samych dokumentów WHO wynika, że kluczowym aspektem wprowadzenia edukacji seksualnej są właściwe konsultacje, korzystanie z doświadczeń innych państw, a także wsparcia krajowych i międzynarodowych organizacji. Program takich zajęć musi być bowiem rzetelnie przygotowany w drodze wieloetapowych działań – na to właśnie wskazują zalecenia WHO, nie na „naukę masturbacji w przedszkolach" (zob. Policy Brief no. 3 -Introducing sexuality education: key steps). MIT: Tematy dotyczące seksualności człowieka są na tyle osobiste i wrażliwe, że nie powinny być poruszane z dziećmi i młodzieżą poza domem rodzinnym Argumentem wielokrotnie formułowanym przeciwko prowadzeniu edukacji seksualnej w szkole jest pogląd, że tematy te dotykają sfery prywatnej, w którą nie powinien ingerować nikt poza rodzicami dziecka. Wyobrażenie, że dzieci, a tym bardziej nastolatkowie, nie stykają się w życiu codziennym z seksualnymi treściami wydaje się być natomiast oderwany od rzeczywistości. Jak wskazuje dr Paloma Cuchi: „Niektórzy rodzice myślą, że jeśli oni nie rozmawiają o seksie, to dzieci nigdy się z nim nie zetkną. Tymczasem dzieci są bombardowane tego typu informacjami przez media, filmy, internet, słyszą je od swoich kolegów w szkole czy z wielu innych źródeł. Skoro milcząco przyzwalamy na to, żeby nasze dzieci czerpały wiedzę z niepewnych źródeł, to dlaczego sprzeciwiamy się jakościowej edukacji seksualnej? Przecież chodzi w niej o wyposażenie dzieci w narzędzia, dzięki którym będą zdrowsze w przyszłości"[4]. Trudno nie zgodzić się, że edukacja seksualna, prowadzona przez specjalistów i w oparciu o przemyślany program nauczania, ma szansę zniwelować negatywne skutki, które może wywierać medialno-internetowy przekaz na temat seksualności, docierający do dzieci w niepełnej, zniekształconej, wyrwanej z kontekstu i niekontrolowanej formie. Nie wszyscy rodzice są w stanie i chcą prostować i uzupełniać te informacje na własną rękę w domu. Jednostronna wola i starania rodziców też nie wystarczą do efektywnej rozmowy. Młode osoby czują się natomiast w znamienitej większości niezręcznie omawiając temat seksualności z rodzicami i, odwrotnie do wyobrażonego poglądu, kwestie osobiste i wrażliwe wolą poruszać w środowisku szkolnym niż w domu (zob. Policy Brief no. 1 – Sexuality Education – what it is?). MIT: Debata o edukacji seksualnej rozpoczęło podpisanie przez Prezydenta Warszawy Deklaracji LGBT + Pojawiające się w debacie publicznej komentarze mogą sugerować, że „Deklaracja LGBT+", zakładająca prowadzenie w warszawskich szkołach zajęć z edukacji seksualnej zgodnej ze standardami WHO, zainicjowała nieznany wcześniej w Polsce koncept. W rzeczywistości, pewna forma edukacji seksualnej jest obecna w polskim programie nauczania (jako przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie"), a obowiązek dostosowania jej do prawnych zobowiązań i międzynarodowych standardów od lat postuluje Rzecznik Praw Obywatelskich[5]. Konieczność prowadzenia rzetelnej edukacji seksualnej wynika wprost z prawa młodych osób do jej otrzymania. Na to to prawo wskazuje natomiast zarówno Konstytucja RP, jak i ratyfikowane przez Polskę (a tym samym stanowiące w Polsce prawo powszechnie obowiązuję) umowy międzynarodowe – w tym Konwencja o prawach dziecka, Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności oraz Konwencja Rady Europy o ochronie dzieci przed seksualnym wykorzystywanie niegodziwym traktowaniem w celach seksualnych. W polskich przepisach ustawowych (ustawie o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży) także wskazano na obowiązek wprowadzenia do programów nauczania szkolnego wiedzy o życiu seksualnym człowieka. Konieczność dostosowania takich zajęć do międzynarodowych standardów wielokrotnie zalecały Polsce organy ochrony praw człowieka, które na przestrzeni swojej działalności sformułowały podstawowe założenia, które edukacja seksualna powinna spełniać dla realizacji prawa do nauki i prawa do ochrony zdrowia[6]. Warszawska Deklaracja LGBT + z pewnością nie jest więc dokumentem wprowadzającym w Polsce edukację seksualną - prowadzenie takich zajęć przewidują bowiem polskie przepisy prawa i wiążące Polskę zobowiązania międzynarodowe. 1 Pismo z dnia 7 marca 2019 r. dostępne w wersji elektronicznej na stronie: 2 Prof. dr hab. Zbigniew Izdebski, Dr Krzysztof Wąż, „Ekspertyza podręczników do wychowania do życia w rodzinie dopuszczonych do użytku szkolnego, uwzględniających nową podstawę programową kształcenia ogólnego w gimnazjum", Zielona Góra, 12 grudnia 2013 r.; Dr hab. prof. UW Barbara Fatyga, „Ekspertyza dotycząca podręczników do wychowania do życia w rodzinie dla gimnazjum", Warszawa, 10 grudnia 2013 r. 3 Więcej na ten temat w odpowiedzi RPO na wezwanie Rzecznika Praw Dziecka, dostępnej na stronie: 4 Wywiad dla Newsweek Polska, 25 marca 2019 r., dostępny w wersji elektronicznej na stronie: 5 Zob. Zob. Wystąpienia Generalne Rzecznika Praw Obywatelskich do Ministra Edukacji Narodowej z dnia 11 marca 2019 r., z dnia 3 grudnia 2018 r., z dnia 25 sierpnia 2017 r., z dnia 20 marca 2017 r. 6 Zob. Raport Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. prawa do nauki dotyczący edukacji seksualnej (A/65/162, 2010), dostępny w wersji anglojęzycznej na stronie: [8] Kasperek-Golimowska E., Edukacja seksualna jako forma ochrony i promocji zdrowia seksualnego, [w;] K. Waszyńska, Z. Lew-Starowicz (red). Przemiany seksualności w społeczeństwie współczesnym: teoria i rzeczywistość, Poznań 2012. [9] Komorowska-Pudło M., Ważna dziedzina: wychowanie do życia w rodzinie, „Wychowawca" 2008, nr 3.